Triathlon, który przeszedł ludzkie pojęcie !

Po 4 kontrolnych startach przyszedł czas na coś poważniejszego i sprawdzenie swoich sił w dużej imprezie międzynarodowej. 19 czerwca zaplanowaliśmy start w ½ IM na Challenge Heilbronn w Niemczech.
Start w tym mieście polecała nam jedna z czołowych Polskich Triathlonistek, więc czemu nie właśnie zachodnie Niemcy ? Impreza ta miała być głównym sprawdzianem przed startem nr 1 w tym roku, który wypada 7 sierpnia podczas IM Gdynia 2016. Półtora miesiąca do głównej imprezy pozwoliło by jeszcze wprowadzić ewentualne korekty do naszego planu treningowego a start na wymagającej trasie i porównanie swoich wyników na tle głównie niemieckich zawodników dawało by wymierną ocenę naszej formy. Przypomnę tylko, że w Europie Niemcy stanowią niewątpliwie od kilku lat najmocniejsza nację w naszej ukochanej TRI dyscyplinie.
Challenge Heilbronn to jak sama nazwa wskazuje impreza z serii Challange Family, która z powodzeniem zagościła już w naszym kraju ( Poznań ). Hasłem przewodnim tej organizacji jest slogan „We are triathlon” z którym bez wątpienia się w pełni utożsamiamy. Challange Family to organizacja, która patronuje 44 dystansom pełnego oraz połowy IM w 21 krajach na całym świecie.
Sparkassen Heilbronn Challenge powered by AUDI to triathlon, który był otwartymi mistrzostwami Niemiec na dystansie half. Reklamowana była jako ostatni sprawdzian przed kultowym już Challange Roth, na którym w ten weekend czyli 17 lipca 2016 r. Jan Frodeno nomen omen NIEMIEC, ustanowił nowy rekord świata na pełnym dystansie czasem 7:35:39. Po takich zapowiedziach i sponsorach tytularnych można było się spodziewać doskonale zorganizowanego i dopiętego na ostatni guzik triathlonowego eventu – i jak to w Niemczech ordnung muss sein ( porządek musi być ).
Niemiecka organizacja to już dogmat i tradycja, ale o dziwo naszym zdaniem po tych zawodach tą starą jak świat prawdę o niemieckiej organizacji na wysokim poziomie trzeba odłożyć przynajmniej w tym konkretnym przypadku do lamusa:-( Może wpływ globalizacji lub znużenia kilkunastoletnim organizowaniem imprez triathlonowych na wysokim poziomie spowodował popadniecie w rutynę organizatorów Challenge Heilbronn? Jak widać nawet pomimo dużego budżetu i ogromnego wsparcia mega sponsorów można dać organizacyjnej dupy ! Mocne słowa ale podkreślamy, że to nasza subiektywna ocena, którą mamy prawo się z Wami podzielić ,ponieważ byliśmy i czynnie uczestniczyliśmy w tym triathlonowym „święcie”.
Nie musimy przypominać, że takie zawody w tzw. West Europe to spore koszty rzędu min. 250 Є w przypadku połówki. U nas jeszcze może jest sporo taniej, ale Tri boom spowodował, że kwoty wpisowego również rosną nad Wisłą z roku na rok i!
Zacznijmy od początku. Dlaczego Triathlon Sparkassen Heilbronn Challenge Half przeszedł nasze pojęcie ?
1.Przyjazd w potrzasku !
Droga z Polski do Niemiec a konkretnie do miasteczka Hardthausen przebiegła nam bardzo sprawnie pomimo zaczynającego się weekendu, a jak wiadomo na autostradach tranzytowych zachodnich sąsiadów w tym okresie można sporo czasu spędzić w korkach. Wyjątkowo na wyjazd zabrałem swoją Mamę. Piszę wyjątkowo bo najwierniejszym kibicem jest zawsze moja druga połowa, ale obowiązki zatrzymały ją w domu. Wobec tego nadarzyła się okazja aby na start za granicą zabrać tym razem Mamę, dla której poza maratonem w Berlinie był to pierwszy zagraniczny wyjazd w roli kibica syna. Zawsze miło jest jak masz obok siebie kogoś bliskiego podczas takich sportowych wyjazdów a bliższej już sobie wyobrazić nie można
Hardthausen malutkie miasteczko położone mniej więcej 18 km od Heilbronnu na północ w stronę Wurzburga zaraz przy A81. Jak widać wszystko zostało zaplanowane bez zarzutu. Miejsce Apartmenthaus Gärtner położone prawie idealnie bo nawet w Sierakowie mieliśmy nocleg ciut dalej od miejsca startu. Przed przyjazdem skontaktowałem się wg instrukcji z właścicielką apartamentu i powiadomiłem ją o godzinie przyjazdu. Na miejsce dotarliśmy w piątek parę min. po 16-ej gdzie czekała na nas już miła młoda dziewczyna przekazując nam klucze. Po krótkiej instrukcji dotyczącej użytkowania itp. ulotniła się. Mały first look na apartament i zabraliśmy się za wnoszenie bagaży no i oczywiście mojego rumaka. Sam apartament dokładnie tak jak na fotkach czyli możemy z czystym sumieniem polecić ! Schludny nowy budynek, aneks kuchenny i kuchnia dobrze wyposażona, a to dla endutrition.pl najważniejsze J No i ta cisza w około jak na wsi. Podczas wymarszu do auta po ostatni bagaż Mama idąc za mną nie wiadomo w jakim celu ? Zatrzasnęła drzwi z kluczem od apartamentu, który został w zamku od wewnątrz. Żaden problem ??? No NIE !!! Mega problem !!! Wszystko zostało na górze w pokoju: walizki, portfel, telefon, Mamy torebka z dokumentami, portfelem i oczywiście jej telefonem również. Na dole my jak sieroty z kluczami od auta i workiem z neoprenem , który był ostatnia rzeczę, która została w aucie ! No i super bo po dziewczynie ani śladu, w okuł cisza jak makiem zasiał i nikogo ani widu ani słychu. Wydruk rezerwacji z telefonem do właścicielki również w apartamencie. Słabo Mama ze łzami w oczach tłumaczy, że przeciąg zatrzasnął drzwi itd. OK. Po paru siarczystych przekleństwach trzeba zacząć trzeźwo myśleć. Apartament jest wysoko na 1 p. Okien i drzwi od balkonu nie zdążyliśmy jeszcze pootwierać tak więc kontrolowany włam odpada. Mój niemiecki podstawowy to za dużo powiedziane ! Po chwili namysłu zacząłem dzwonić po sąsiednich apartamentach i szukać pomocy. Przy 4 próbie okazało się szczęśliwie, że odebrał partner dziewczyny która przekazywała nam klucze, a który akurat usuwał jakaś drobną usterkę obok w wynajmowanym mieszkaniu. Jakoś pól po niemiecku pół po angielsku udało się naświetlić nasz problem po czym wyciągnął pęk kluczy z którego odpiął jeden właściwy i mi go przekazał. Próbowałem mu wytłumaczyć, że to tez może nie rozwiązać problemu, ponieważ nasz tkwi w zamku od wewnątrz. On trwał jednak przy swoim i pewny racji kiwnął tylko ręką oraz wydukał Don’t worry. Jak don’t worry to ok.;) Czym prędzej udałem się do apartamentu i uwolniłem nasze bagaże, a nam zapewniłem jak prawdziwy mężczyzna nocleg nie tylko na 1 noc, ale cały najbliższy weekend. Thanks Good. Mamę tylko poprosiłem o to aby na czas wyjazdu administrowanie kluczem należało do moich obowiązków
2.Trasa, rejestracja i odbiór pakietu !
W sobotę rano krótki trening przedstartowy na przepalenie, śniadanie oczywiście w stylu Paleo ( omlet z orzechami, owocami i miodem ). Po śniadaniu wyjazd do Heilbronnu w celu objazdu trasy, a przynajmniej jej części, rejestracja, odbiór pakietu, spacer po trasie biegowej i odwiedziny EXPO. Tradycyjnie zresztą jak to mamy w zwyczaju. Po południu rytualne wstawienie roweru do strefy zmian, a wieczorem kolacja czyli ostatnie ładowanie węglami.
Objazd trasy przeszedł nasze wyobrażenie, ponieważ te 90 km a nawet 93 jak organizator zapisał w opisie to będzie bardzo ciężki wyzwanie. Trasa urocza choć bardzo słabo oznakowana (może czas na duże znaki pionowe i poziome jeszcze nie nadszedł ?) Droga prowadziła między winnicami tego regionu, ale po terenie bardzo pagórkowatym z mnóstwem technicznych zjazdów po wąskich polnych asfaltowych drogach, którymi zazwyczaj poruszają się maszyny rolnicze i nieliczni mieszkańcy małych rozsianych po trasie wiosek. Tak jadąc od razu zgodnie stwierdziliśmy, że trasa super, ale na piknikową wycieczkę rowerową podczas, której można napawać się widokami okalającymi tereny winnic i miasteczkami uporządkowanymi oraz czystymi aż kole w oczy. No może poza 2 podjazdami o nachyleniu 12% ! Trasa prowadzić miała z centrum miasta na zachód od rzeki Necker w której miał odbyć się etap pływacki.
Po około 25 km zaczynała się pierwsza z dwóch 20 km pętli z dwoma wymagającymi podjazdami na każdej po czym powrót do miasta gdzie po drodze czekała sztajfa z maksymalnym nachyleniem dochodzącym do 16% !
Po objeździe udaliśmy się do miasta i swoje kroki skierowałem do biura zawodów w celu rejestracji i odbioru pakietu. No zobaczymy co Niemiaszki przygotowali dla zawodników :-)? Przynajmniej będzie porównanie do Zurichu gdzie podczas IM Zurich pakiet startowy nie powalił nas na kolana choć zawody były przygotowane na TIP TOP, ale to inny temat.
W rejestracji otrzymałem tradycyjnie kopertę z chipem, czepkiem i nr startowym oraz mnóstwem ulotek reklamowych w języku Goethego ( śmietnik ). Zanim wydano mi pakiet wolontariuszka sprawdziła moją licencje PzTRI ( jej brak to dodatkowy koszt 20 Є za licencje jednorazową ). Po czym dała mi do podpisu jakiś wyciąg z regulaminu, który w tego typu imprezach jest standardem. Takie tam…. że decydujemy się na udział w zawodach na własną odpowiedzialność itd. To tak zwany „dupochron” dla organizatora w razie jakiś poważnych zdarzeń. Wszystko rozumiem, ale grzecznie poprosiłem o taką wersje ale w j. angielskim co wzbudziło spore zamieszenie i konsternację w biurze zawodów. Jedna z „inteligentnych” pracownic biura stwierdziła, że taka deklaracja jest dostępna na stronie imprezy, a ja na to żeby w takim razie odpalili stronę i pozwolili mi się zapoznać z angielska wersją. Niestety oni nie mają dostępu do sieci ! Stwierdziła z uśmiechem. A co to ja mam mieć ? Sorry, ale jestem z pokolenia, że cieszę się jeszcze z tego, że mam roaming :-). Fakt mogłem sobie to zrobić na spokojnie w domu. Przeczytać, wydrukować, podpisać ten papier i było by z głowy ale tego nie zrobiłem i na takich właśnie delikwentów tym bardziej obcokrajowców organizator powinien być przygotowany. Chyba, że się mylę ?
Pakiet mega ubogi – pomyślałem. Tylko koperta ? Ok. Niemcy się nie popisali. Kryzys myślę :-), ale nie przyjechałem tu po pakiet tylko sprawdzić swoją formę i efekt całorocznych przygotowań. Poszedłem więc nieco zawiedziony na Expo. Przy pierwszym stoisku z Mamą zauważyliśmy, że sporo osób nosi na plecach worki z nadrukiem i logiem naszej weekendowej imprezy. Pomyślałem, że raz to pamiątka a dwa, taki płócienny worek zawsze się przyda na mokre ciuchy basenowe, lub inny staff którego trochę my brać triathlonowa wozimy ze sobą. Nie czając się zapytałem jednego z przyszłych rywali, który ochoczo niósł na plecach taki worek, gdzie mogę nabyć go drogą kupna lub może odebrać ??? I o dziwo worek to kolejna część pakietu i jaki mi kolega wyjaśnił oczywiście for free !
Organizatorzy tak to sobie wykoncypowali, że aby odebrać worek trzeba przejść niemal przez całe EXPO ! Ha taki chwyt marketingowy. Dałem się na niego złapać bo odbierając worek miałem gdzie wrzucić nowo zakupione na targach compress soxy. Szkoda tylko, że o tym dodatkowym gifcie nie poinformowano mnie przy rejestracji! Jak to mówią koniec języka za przewodnika. Po niemal chwili okazało się, że w ten sam niemal sposób do pakietu organizator dorzuca jeszcze bluzę z kapturem, o którą na 100% bym się nie upomniał gdyby nie nagła zmiana pogody. Ludzie którzy na Expo, które było zorganizowane na świeżym powietrzu przyszli tak jak ja ubrani na krótko, po jakimś czasie zaczęli wdziewać nowo otrzymane bluzy i znowu zaintrygowany zacząłem węszyć jak pies gończy gdzie co i jak ? To już chyba taka nowa Niemiecka tradycja i zabawa w szukajcie a znajdziecie. Pomyślałem.
Ok. Zakupy na Expo zrobione, pakiet na raty ale odebrany. Czas na kolację i do domu aby dobrze się wyspać.
3. Start !
Początek zawodów zapowiedziano na 9 rano tak więc luz bo bywało, że na IM do wody wskakiwało się o 6:30 ! Był czas na spokojne śniadanie, bezstresowe dotarcie do strefy zmian, rozgrzewkę którą stosuje zawsze i to z powodzeniem już od zeszłego roku.
Po ogarnięciu wszystkiego w TZ i 20 min. rozgrzewce odebrałem od Mamy piankę i ruszyłem przez most nad rzekę do miejsca startu etapu pływackiego. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że nad rzekę po schodach schodzę ja i jakiś jeszcze 2 gości. Po chwili moją uwagę zwrócił tak donośny gwizdek jakby słynny sędzia Colina odgwizdywał jedenastkę w polu karnym.
Ref ( sędzia ) coś tam głośno spreacha, ale po chwili zmienia language i cała nasza trójka wnet pojmuje, że pływania nie będzie, ale dlaczego tego jeszcze nie wiemy. Jeden z wolontariuszy oraz wspomniany Ref tłumaczy nam, że z powodu zanieczyszczeń rzeki jakimiś chemikaliami, które spłynęły do niej z jednego z zakładów produkcyjnych. Dzisiejszy stan wody nie spełnia wymogów bezpieczeństwa. Ok. wszystko rozumiem, ale dlaczego podczas rejestracji nikt mi o tym nie wspomniał tylko dal mi chip oraz czepek klasyczna Good luck na pożegnanie?! Próbuje dyskutować, ale sam nie wiem po co ? Zagaduję jeszcze, zresztą zgodnie z prawdą, że sprawdzałem jeszcze wczoraj w nocy oficjalną stronę eventu i żadnego komunikatu tam nie było. No przynajmniej w j. angielskim !!! Ref krótko ripostuje, że wspomniano na wczorajszym briefingu o zmianach. Czyli zamiast odwołanego pływania ma być bieg na 5k a reszta bez zmian. Jednym słowem Duathlon. Mówi się trudno bo właśnie pływanie to moja koronna konkurencja, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Właśnie bieg jest moja piętą achillesową dosłownie i w przenośni, a przebiec ponad 26 km w warunkach zawodów takiej rangi to jednostka treningowa, której wartość może być bezcenna? Tak właśnie pomyślałem i tak mnie to nakręciło, że te pierwsze 5k przebiegłem z życiowym wynikiem niewiele ponad 17 min! Fakt nie pamiętam kiedy na zawodach biegłem 5km, ale to na pewno moja życiówka ;-). Zastanawiałem się jak po tym będę się czuł na rowerze, który staje się? Chyba jest moją ulubioną dyscypliną?
4.Meta jak kamfora !
Rower po biegu o dziwo leciał idealnie. Noga podawała bez zarzutu. Nawet te ostre podjazdy nie dawały się mocno we znaki. Jedzenie, suplementacja i nawadnianie wzorowo. Te 5 lat doświadczeń i kilka wizyt w TOiTO-iach i krzakach zrobiły swoje
Na drugiej pętli zacząłem doganiać dziewczyny z PRO, które wystartowały 10 min. przed nami. To dało mi jeszcze większej pewności siebie i pozytywnie nastroiło na kolejna część etapu kolarskiego. I sruuu ! Wszystko poszło…. Itp, itd…
Co się stało ? Nie żadna kraksa, ani żaden defekt bynajmniej, wszystko szło jak po maśle może aż za dobrze ? W momencie jak zacząłem podjazd, zorientowałem się że to już chyba 3x zmagam się z tym nachyleniem i tknęło mnie, że coś jest nie tak ! Trochę zwolniłem bo zamiast nóg głowa zaczęła mocniej pracować i w końcu olśnienie ! Ja pierdziu a może jeszcze więcej niż pierdziu ?! No tak na 100% przegapiłem zjazd na Heilbronn i zacząłem 3 pętlę. Nie namyślając się za długo podjechałem do wyprzedzanego wcześniej Niemca i zapytałem po angielsku gdzie jest zjazd na finisz do centrum Heilbronn bo prawdopodobnie ominąłem drogowskaz gdyż jadę ten podjazd już po raz trzeci. On uśmiechnął się szyderczo czy jakoś tak i odwracając głowę wskazał do tyłu. Po chwili kontynuując jazdę łamanym angielskim wymamrotał zmęczonym głosem, że zjazd był jakieś 1,5 km za nami !!!
No to zajebiście pomyślałem. Jestem w czarnej dupie. No i po „jabłkach” ale będę miał stratę? Masakra !!! Zaraz zacząłem zawracać i w tej chwili naszła mnie myśl, że to może lepsze niż defekt i jeszcze nie jest wszystko stracone ? Nagle pojawił się motor z sędzią zawodów, który natychmiast kazał mi się zatrzymać. Po moich impulsywnych wyjaśnieniach kategorycznie zabronił mi kontunuowania jazdy pod prąd. Mega wku….. ale rozsadek brał górę bo trudno było mi z nim polemizować na temat niebezpieczeństwa jakie mógłbym stanowić dla innych zawodników. Nic więcej jak pozostało mi zrobić sobie dzisiaj zamiast 90 to 120k na rowerze. Przypomnę że zawody triathlonowe zacząłem dzisiaj od 5k biegu zamiast pływania! Co za start ? Co za dzień ? Co jeszcze mnie czeka w dniu dzisiejszy ? Zadawałem sobie takie pytania jadąc już tylko na 75-80% 3 pętlę trasy Challenge Heilbronn.
Na około 100k zacząłem odczuwać lekki głód. To normalne bo zaplanowałem, że na rowerze spędzę maksymalnie 2.5h a nie jak teraz prawie o 1h dłużej. Oczywiście moje zapasy już się skończyły i sięgnąłem po to co miałem przygotowane w pasie z nr startowym na bieg. Z nawadnianiem nie było problemu, ponieważ głównie wodę pobierałem z Aid Stations gdzie napoje podawano w okazjonalnych bidonach z nadrukiem logo imprezy. Zjeżdżając już z 3 pętli którą zafundowałem sobie na własne życzenie skupiłem maksymalnie swą czujność na miejscu gdzie było rozwidlenie i zjazd na finisz. Musicie mi uwierzyć na słowo bo nie wierzę, że tylko ja mogłem to przegapić. Zjazd był oznaczony fatalnie. Mała strzałka długości 15 cm z napisem ZIEHL zawieszona na barierce oddzielająca pas jezdni. Przypomnę tylko, że to był wjazd do miasta a w tym momencie z małej górki miałem prędkość około 45km/h. Oczywiście jadąc 2 pętle przy 3 już zwolniłem do około 30km/h wytrzeszczając oczy w poszukiwaniu jakiegoś znaku. Na jezdni żadnych znaków poziomych informujących o zbliżaniu się do newralgicznego miejsca na trasie zawodów! Na rozwidleniu prawdopodobnie zmylił mnie również wolontariusz machający energicznie chorągiewką i używający gwizdka ostrzegając o ostrym zakręcie w lewo. Rozjazd natomiast był w prawo. Jadąc już zrezygnowany na metę udało mi się minąć jeszcze kilkaset osób które walczyły na trasie o przetrwanie. Do strefy T2 wjechałem około 1h później niż planowałem byłem na około 650 miejscu. A to była dla mnie swoiste novum :-0. Zacząłem bieg ale po 5k odczułem taki głód, że zatrzymałem się po prostu na bufecie i zacząłem konsumować batony energetyczne które zabrałem ze stołu. Nie mam w zwyczaju jedzenie rzeczy uprzednio przez mnie nie sprawdzonych ale w tej sytuacji nie miałem wyjścia. Biegłem trochę przybity bo motywacja spadła, glikogen na rezerwie a tym samym tempo było dalekie od zakładanego. Dopiero po 12k poczułem trochę mocy i zacząłem walczyć o przyzwoity wynik przynajmniej w półmaratonie. Już cały ten start mogłem sobie potraktować jak solidną i nietypową zakładkę w warunkach startowych. To co uważam za kolejne niedociągnięcie organizacyjne to fakt, że nasz start skumulował się w ten sam dzień ze sprintem i dystansem olimpijskim !!! Na trasie biegowej panował mega bałagan „sprinterzy” przelatywali obok nas jak odrzutowce AIR FORCE a tu jeszcze „Olimpijczycy” :-/ Dystans Half to były otwarte mistrzostwa Niemiec i nie mam pojęcia dlaczego w ten sam dzień ( niedziela) puszczono 2 dodatkowe dystanse zamiast zrobić to dzień wcześniej a główny start wyróżnić i zostawić na niedzielę ?
Taka moim zdaniem kompletnie błędna decyzja miała swoje konsekwencje kiedy dotarłem do mety i skierowałem się do strefy FINISHERA. Tam na dystansie half byłem na około 600 miejscu ale dotarli już sprinterzy i olimpijczycy i zapanował taki kocioł, że pierwszy raz w życiu musiałem stać w kolejkach po wodę, burgera, owoce, nie mówiąc już o tradycyjnym i upragnionym po takim wysiłku piwku !!! Dodam tylko aby zobrazować panujący tam chaos i tłum, że po koszulkę finishera stałem na umęczonych nogach ponad 20 min. Nic dodać nic ująć.
Meta i strefa była umiejscowiona w samym centrum miasta obok miejskiego ratusza pod którym umówiony byłem z Mamą. Pomysł na finish super ale nie w momencie kiedy na tym skwerku w ciągu 2h spotyka się 2500 zawodników oraz towarzyszących i dopingującym ich rodzin. O dziwo Mamę spotkałem w umówionym miejscu bez większych problemów pomimo mojego dużo ponad godzinnego spóźnienia. Mam jednak wiedziało o moim poślizgu bo wypatrzyła mnie na trasie biegu i wymieniliśmy zdawkowo parę słów. Lekko rozczarowany moim występem jak i całym eventem udałem się TZ po odbiór roweru oraz swoich rzeczy. Wracając do zaparkowanego auta ustaliliśmy, że na zasłużony obiad pójdziemy do pobliskiej włoskiej restauracji, którą podczas biegu mijałem 3 x a zapach pizzy i włoskich potraw tylko drażnił moje nozdrza. Za każdym okrążeniem obiecywałem sobie, ze po zawodach będę tam dzisiaj gościł.
5.Kamfora utlenia się ponownie.
Myślałem że na dzień dzisiejszy limit niespodzianek już wyczerpałem ale jak pisałem na wstępie mojej relacji był to triathlon, który przeszedł moje pojęcie !
W momencie kiedy dowiedziałem się rano przed startem, że etap pływacki został odwołany przekazałem Mamie plecak z zawartością różnych Tri gadgetów oraz worek z pianką i pobiegłem do TZ po „runningi” na 5k bieg zamiast 1.9k pływania. Mama po moim starcie miała rzeczy zanieść do auta żeby pół dnia nie chodzić po mieście obładowana jak wielbłąd.
Gdy doszliśmy z rowerem do samochodu Mama, która dzierżyła kluczyki otworzyła je i ku mojemu zdziwieniu w bagażniku nie było widać plecaka oraz pianki. Zapytałem jeszcze spokojnie o co chodzi a Mama równie zdziwiona odparła, że nie ma pojęci i sama jest zaskoczona oraz zdumiona. Dziwne, niewiarygodne, zagadka ? Było i nie ma ? No dobra ale ja w cuda nie wierzę przynajmniej takie i zacząłem nerwowo przeprowadzać śledztwo oraz wypytywać swoją rodzicielkę na tą okoliczność. Koniec końców zarzekała się już prawie ze łzami w oczach, że rzeczy wrzuciła do bagażnika a auto zamknęła i sprawdziła czy aby na pewno.
Wkurzony na maksa zacząłem przeszukiwać samochód czy poza tym zginęło coś jeszcze ? Moje zdziwienie było jeszcze większe, ponieważ telefon w schowku jak leżał tak leży a cenna może tylko dla mnie pamiątkowa bluza z IRONMAN ZURICH rzucona na tylna kanapę pozostała nie tknięta. Nawet Sherlock Holmes musiałby się sporo nagłowić aby rozwiązać taka łamigłówkę.
Nerwowo warknąłem w stronę Mamy, że odpuszczamy spacer po mieście i gościnę we włoskiej knajpie bo nie wiem co się dzieje i roweru oraz reszty rzeczy w aucie bez opieki nie zostawię. Mówi się trudno. Wsiedliśmy i kierując się w stronę autostrady ruszyliśmy do Polski.
Jak pewnie się domyślacie rozmowy nasze podczas powrotu dotyczyły zapewne tematu niewyjaśnionego zniknięcia moich klamotów a ocena mojego startu oraz słabe wrażenie jakie pozostawiła kulejąca organizacja tego TRI eventu zeszły na plan dalszy.
6.Materializacja / objawienie.
Na koniec moich przygód z Heilbronn Challenge cud się jednak ziścił. Po powrocie do kraju kradzież, znikniecie, wyparowanie czy utlenienie moich rzeczy nie dawało mi spokoju. Miałem również wątpliwości czy Mama aby na pewno zostawiła rzeczy w aucie a nie przez emocje, roztargnienie i zamieszenie zapomniała je zabrać z kawiarnianego ogródka lub z jakiegoś innego miejsca ? Postanowiłem napisać parę słów do organizatora i poczekać a nóż pojawi się jakaś pozytywna informacja. Tydzień minął i nic. W poniedziałek 8 dnia na moją skrzynkę przyszedł niespodziewany już e-mail z informacją, że wszystkie wymienione w moim mailu rzeczy są do odbioru na komisariacie policji w Heilbronn. Co za good news !!! Za sprawą znajomych oraz ich kontaktów udało się rzeczy sprowadzić do Polski po 3 tygodniach od ich zaginięcia. „Dobrze” bo już miałem na celowniku nowy neopren a usprawiedliwienie wydatku ponad 2tys. PLN było naprawdę nie błahe :-))))
7.Pozdrowienia i apel.
Pozdrawiamy Was z Poznania gdzie mocno kibicujemy zawodnika na Mistrzostwa Europy ETU 2016 w triathlonie na dystansie długim!
Mam tylko nadzieję, że nasz wywód da przede wszystkim Nam a może i organizatorom trochę do myślenia, że nie zawsze pieniądze są rzeczą nadrzędną ! Wiadoma sprawa, że boom na sportowe imprezy masowe jakimi są w ostatnich latach zawody TRIATHLONOWE trzeba wykorzystać ale na Boga trzeba to robić z głową a nie kosztem jego uczestników. Bez nich to organizatorzy mogą się mocno rozczarować i zwinąć interes. Broń boże Nie namawiamy do bojkotu ale wybierajmy imprezy rozsądnie i dbajmy o nasze pieniądze oraz budżet a rynek sam zweryfikuje tych co zapędzili się i nastawili na ilość a nie jakość sportowych eventów. Piszę te ostatnie słowa siedząc na runku przy mecie zawodów Poznań Challeange i niestety musimy również stwierdzić, że i tu w Poznaniu doszły nas słuchy, że Wielkopolska organizacja stojąca za wzór niestety nie do końca sprostała zadaniu i w tych międzynarodowych zawodach.
Nasi kochani Organizatorzy opamiętajcie się bo bez NAS nie będzie WAS !
endutrition.pl
Comments are currently closed.